Bez kategorii

Podróżowanie w czasach koronawirusa

Wielu koronawirus pokrzyżował plany podróżnicze. Zamknięte granice, obostrzenia, kwarantanna… Podróżowanie zdecydowanie nabrało nowego znaczenia, jednak mimo ciężkiej sytuacji udało mi się odwiedzić kilka miejsc.

Jeżeli jesteście ciekawi, jak wygląda podróżowanie w czasach koronawirusa i gdzie udało mi się pojechać, zapraszam do przeczytania:).

Tak naprawdę wszystko zależy od kraju, lotniska, dnia. Leciałam kilka razy w przeciągu ostatnich miesięcy i za każdym razem wyglądało to inaczej.

  1. Luty

Czyli początki całego zamieszania we Włoszech. Pod koniec lutego byłam kilka dni na Malcie. Bilety kupiłam zdecydowanie wcześniej, ale i tak wahałam się, czy lecieć. Gdybym jeszcze nie miała biletów, chyba bym się nie zdecydowała… To wtedy panował największy strach i obawa przed zachorowaniem, choć Włosi nie przestrzegali żadnych zasad. W sklepach nie było maseczek, więc na lotnisku i w samolocie praktycznie wszyscy byli bez. Nikt jeszcze tak naprawdę nie wiedział, jak się zachować więc oprócz mierzenia temperatury na lotnisku nie było żadnych innych wytycznych.

Na Malcie nie dało się odczuć, zresztą wtedy tak jak we Włoszech. że panuje wirus. Nikt nie nosił maseczek (bo nigdzie nie było), wszystko było otwarte. Gdybym żyła bez Internetu i telewizji nie wiedziałabym, że w ogóle cos się dzieje.

To wtedy pojawiła się pierwsza myśl czy warto wracać do Włoch. Ogłoszono, że zajęcia na studiach będą on-line, więc z tym nie byłoby problemu. W Polsce nie było jeszcze żadnego przypadku, więc teoretycznie powrót do Polski był dobrym pomysłem, ale po pierwsze bałam się, że mogę zarazić najbliższych, jako że kilka dni wcześniej byłam we Włoszech, a po drugie wszyscy myśleli, że to wszystko zdecydowanie szybciej się skończy. Kilka tygodni i po sprawie…

Marzec, kwiecień maj

Nie było mowy o żadnym podróżowaniu. Żyliśmy w zamknięciu i to wyjście do sklepu stanowiło największą podróż.

Czerwiec

Trochę poczułam już wolność, bo otwarto część granic, przywrócono część lotów, i ceny były naprawdę atrakcyjne, więc… pojawił się spontaniczny wyjazd. Bilety kupione dwa dni przed lotem i podróż do Hiszpanii, a konkretnie do Walencji. To była już moja druga wyprawa do tego miasta, ale szczerze mówiąc, obojętne mi było, gdzie polecę. Po prostu potrzebowałam zmienić na kilka dni otoczenie.

Ponownie leciałam z Bolonii. Na lotnisko mogły wejść tylko osoby z kartą pokładową. Przed wejściem mierzono także temperaturę i musiałam wypełnić wniosek, że nie jestem chora i podać dane wrazie, gdyby ktoś na pokładzie zachorował. Połowa miejsc w samolocie była pusta.

W Hiszpanii sytuacja nie była już tak zła, jak kilka tygodni wcześniej, ale przyznam, że było to trochę ryzykowne. Maseczki oczywiście były już wszędzie obowiązkowe, w samolocie, na lotnisku, w sklepach. Restauracje były otwarte, ale z ograniczoną liczbą ludzi w środku. Turystów na ulicach było naprawdę niewielu.

W drodze powrotnej nie wypełniałam żadnych wniosków, po przylocie do Włoch nikt nie mierzył temperatury.

Lipiec

W lipcu, po pół roku, w końcu wracałam do Polski. Leciałam z Bolonii. Tym razem musiałam wcześniej wypełnić wniosek i oddać go w samolocie. Jeśli ktoś go nie miał, nie było problemu i można było go wypełnić w samolocie. Był on zdecydowanie bardziej szczegółowy- zawierał numer miejsca i dokładne dane lotu. Samolot był pełny, więc już najwidoczniej nie obowiązywały ograniczenia co do liczby pasażerów.

Sierpień

W sierpniu podróżowałam trochę po Polsce. Najpierw wyjazd nad morze, do Władysławowa, gdzie chyba wszyscy postanowili przyjechać i na plaży nie było nawet fragmentu wolnego miejca. Dodatkowo tam chyba wirus nie dotarł, bo co najmniej 3/4 ludzi chodziło bez maseczek i mówię tu o sklepach, gdzie nawet ochroniarze nie zwracali na to uwagi. Podobna sytuacja w pociągach.

Kolejna wyprawa to Kraków. miasto, które teoretycznie dobrze znam, bo przez wiele lat mieszkałam blisko, ale miło bło poczuć się znowu jak turysta i zobaczyć wszystko z innej perspektywy.

Na koniec Góry i Ustroń, czyli trochę natury i odpoczynku od pędu miasta.

Pod koniec sierpnia wracałam także do Włoch. Na lotnisko w Balicach mogły wejść tylko osoby z kartą pokładową. Ponownie była mierzona temperatura i ponownie musiałam mieć wcześniej wydrukowane dokumenty, tym razem 5 stron. Znajdowały się tam szczegółowe informacje, kto musi przechodzić kwarantannę oraz z jakich krajów nie ma możliwości wjazdu do Włoch. Jednak nikt tych dokumentów nie zbierał ani w samolocie, ani po wylądowaniu…

Po przylocie do Bolonii również mierzono temperaturę. W autobusie z lotniska było bardzo dużo ludzi, więc o 1m odległości nie było mowy… Zresztą nigdzie na lotniskach nikt tego nie przestrzega. Są naklejone specjalne naklejki, co 2 metry, jednak wszyscy stoją w ścisku.

Co ciekawe na peronie w Bolonii, na dworcu kolejowym, chodzą panowie i sprawdzają temperaturę, więc nie ma możliwości wejścia do pociągu w przypadku podwyższonej. Z Boloni jechałam pociągiem do Rimini i na tym zakończyłam swoje koronawirusowe podróże, przynajmniej jak na razie 🙂

Jeżeli macie jakies pytania, opinie, zapraszam do komentowania 🙂

1 myśl w temacie “Podróżowanie w czasach koronawirusa”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.